Fregata

Fregata
Niepubliczna Szkoła Podstawowa
dla Chłopców

03 września 2016

Tata na lata - Husarskie Skrzydła

Na dębowym biurku leżał list, nie taki zwykły, w kopercie, ten był inny. Papier koloru ecri, specjalnie złożony, jedna część wsunięta w drugą a na środku duża lakowa pieczęć z herbem hetmana koronnego, list skrywał wezwanie: „Gore! Nasza najdroższa Rzeczpospolita bohaterstwa i pomocy potrzebuje, zatem wzywam Waszmości do stawienia się w zamku Bierzgłowskim by ćwiczeniom wszelakim z rzemiosła wojennego ale i z duchowego się podać”.

Pięć dni ojca z synem. Dla zabieganego, zapracowanego mężczyzny to nie lada wyzwanie zostawić wszystko i być przez pięć dni z synem i co najważniejsze dla syna. Oczywiście, tę trudną sztukę ułatwia niezmiernie to, że nie jedziemy sami – takich jak my jest około pięćdziesięciu, czyli ojców i około siedemdziesięciu chłopaków, bo niektórzy jadą z dwoma a nawet trzema synami. Tematem naszego wyjazdu jest husaria, która pociąga nas i pasjonuje bez względu na wiek. Legenda niezwyciężonych rycerzy, szlachetnych, prawych i wiernych którymi w głębi serca chcemy być i jako ojcowie chcielibyśmy takimi widzieć naszych synów. Chłopacy bez problemu podejmują wyzwanie. Najpierw w domu czytamy książkę o husarii, by przygotować się do wyjazdu, w podróży wsłuchujemy się w ostatnie rozdziały, przypominamy sobie fabułę. Jedziemy trochę w nieznane, ale mężczyźni przecież to lubią i po to są stworzeni. Zostawiamy wygodę i zaczynamy przygodę. Rytm tych dni wyznacza modlitwa, wspólna praca, zabawa i rozmowy. Szybko przypominamy sobie a może dopiero po raz pierwszy zdajemy sobie sprawę, jakimi szczęściarzami jesteśmy, że możemy być ojcami, gdy patrzymy jak nasi synowie uczą się nowych rzeczy, niecierpliwią, by wspólnie zrobić hełm, karabelę, pistolet; gdy czekają na naszą pomoc czujemy się niesamowicie mocni… Zbroja i uzbrojenie po trzech dniach są już prawie gotowe, nadchodzi czwarty dzień, gdy przyjdzie ją ubrać i sprawdzić w walce. Gdy patrzymy na naszych synów – małych huzarów – duma nas rozpiera. Towarzyszymy im w uroczystym przemarszu na pole bitwy, robimy zdjęcia, by zatrzymać ten niesamowity moment. Ustawiają się w szyku, w rękach dzierżą kopie, coraz mniej wyglądają jak chłopcy, a coraz bardziej jak rycerze. W końcu ruszają do ataku, my ojcowie odgrywamy rolę przeciwnika, który zasłania się tarczą i odpiera ciosy. Walka jest zażarta.

Choć kopie i szable nie są groźne dla zdrowia i życia, to zapał i determinacja w oczach naszych synów są najprawdziwsze. Z pola bitwy wracamy przeszczęśliwi, choć trochę zmęczeni, ale bogatsi o nowe, niesamowite doświadczenie. Przeżyliśmy z naszymi synami przygodę, której nigdy nie zapomnimy. Do domu zabierzemy piękną zbroję i broń, która będzie wzbudzała podziw mam, sióstr, kolegów i ich synów… Wracamy do codzienności, ale wiemy, że ona już odtąd będzie inna. Zaczynamy rozumieć, że aby naśladować husarię i być rycerzem – być tak naprawdę mężczyzną – trzeba wstać sprzed telewizora, komputera, wysiąść z samochodu, zostawić telefon i podjąć wyzwanie. Robimy to dla naszych synów i dla siebie. I nikt nie zrobi tego, bo nie może tego zrobić za nas.

Michał Michalski, tata Jonasza, 19.08.2016